Nowe pokolenia a walka o czas antenowy
Współczesny sport przestał funkcjonować w warunkach monopolu na uwagę widza. Skracający się czas koncentracji odbiorców, wszechobecność platform społecznościowych oraz dynamiczny wzrost segmentu gamingu zmuszają organizacje sportowe do natychmiastowej rewizji dotychczasowych modeli dystrybucji treści. Aby dotrzeć do przedstawicieli generacji Z oraz generacji Alfa, niezbędne jest łączenie tradycyjnej transmisji z krótkimi formami wideo oraz obecnością w ekosystemach cyfrowych.
– Przede wszystkim musimy skraść serca, a potem uwagę młodych ludzi, aby pokochali sport. Dlatego jako Ekstraklasa jesteśmy obecni z dedykowanymi, krótkimi materiałami dokładnie w tych platformach społecznościowych i mikrospołecznościach, w których młodzież funkcjonuje na co dzień. Wszystko po to, by w kolejnym kroku zachęcać ich do dłuższego kontaktu z ligą – oglądania pełnych meczów na żywo oraz regularnych wizyt na trybunach stadionów. Dziś 66% młodych ludzi deklaruje chęć śledzenia meczów i najlepszych akcji swoich drużyn, a naszą rolą jest tę potrzebę skutecznie zagospodarować.
Istotnym czynnikiem w tym obszarze staje się również synergia tradycyjnego sportu z esportem, który coraz częściej traktowany jest nie jako rywal, lecz narzędzie aktywizacji najmłodszych.
– Zamiast powtarzać mit, że esport odbiera ludzi tradycyjnemu sportowi, musimy spojrzeć na to zjawisko jak na naturalny katalizator. Młodzi ludzie wchodzą w świat gamingu, bo szukają tam społeczności, zabawy i interakcji. Jeśli poprzez projekty typu Move-to-Play zgramifikujemy ich aktywność fizyczną – nagradzając realny ruch, bieganie czy ćwiczenia benefitami w świecie wirtualnym – wprowadzimy ich na boiska. Tradycyjny sport musi zaoferować im bohaterów i autentyczne historie, bo to jedyny sposób, by wygrać rywalizację z algorytmami.
Globalny kapitał kontra europejska tożsamość
Kolejnym strukturalnym wyzwaniem dla branży w horyzoncie lat 2035-2040 jest napływ kapitału private equity oraz funduszy ze Stanów Zjednoczonych i Bliskiego Wschodu. Rynki te forsują model franczyzowy i zamknięte formaty komercyjne, co stoi w sprzeczności z otwartą strukturą europejską, opartą na zasadach awansów, spadków i solidarności dyscyplinarnej.
– Moim zdaniem zmiany będą dotyczyć tego, czy – a jeśli tak, to jak – model europejski dostosuje się do napływającego modelu amerykańskiego. W sport inwestuje się bardzo dużo amerykańskiego kapitału, zresztą w ogóle płynie tu mnóstwo inwestycji, ale wiążą się z nimi konkretne oczekiwania. Wiążą się one z oczekiwaniami potencjalnego wdrożenia modeli amerykańskich – czy to systemów franczyzowych, czy czegoś bardziej zamkniętego, co pod wieloma względami kłóci się z fundamentalnymi zasadami europejskiego sportu. Więc dla mnie kluczowe jest to, jak Europa dostosuje swój model albo jak połączy go z modelem napływającym z Ameryki – modelem, za którym stoją ogromne pieniądze, a to dla wielu jest bardzo kuszące.
Równolegle organizacje sportowe inwestują w pełną kontrolę nad własnym produktem. Rozwój własnych technologii telewizyjnych, automatyzacja danych meczowych oraz budowa bezpośrednich relacji z konsumentem (D2C) w platformach streamingowych stają się fundamentem niezależności finansowej profesjonalnych lig.
Balans komercji ze sportem powszechnym
W debacie mocno wybrzmiał również wątek roli państwa i związków sportowych w utrzymaniu równowagi pomiędzy komercyjnym szczytem piramidy a bazą piramidy, czyli kulturą fizyczną dzieci i młodzieży.
– Wydaje mi się, że cała sztuka na tym dystansie do roku 2040 będzie polegała na tym, jak wszystkie środowiska sportowe poradzą sobie z takim umiejętnym balansem między komercjalizacją sportu, która postępuje i nigdy się nie zatrzyma, a sportem powszechnym. To też ja nie mówię z pozycji Polskiego Komitetu Olimpijskiego, bo my mamy problem z obroną ideałów olimpijskich w tym miażdżącym walcu wielkich pieniędzy, które po prostu przelewają się przez sport globalny. Nie jesteśmy izolowanym kontynentem, więc nasza perspektywa europejska musi brać pod uwagę wszystko to, co się dzieje nie tylko w Stanach Zjednoczonych, tak jak to było powiedziane, ale w ogóle w Azji choćby, co robią Japończycy, co robią Chińczycy. Tam, gdzie ten kapitał jest w obrocie cały czas.
Horyzont 2040: Polska gotowa na Igrzyska Olimpijskie?
Wizja organizacji letnich igrzysk olimpijskich w Polsce w latach 2040 lub 2044 to nie tylko projekt wizerunkowy, ale przede wszystkim potencjalny motor napędowy dla całej gospodarki. Doświadczenia igrzysk w Paryżu 2024 pokazały, że nowoczesne imprezy czterolecia opierają się na obiektach tymczasowych, zrównoważonym budżecie oraz wkomponowaniu sportu w tkankę miejską.
– I my, kiedy szukamy także w Polsce tego horyzontu 2040 roku, kiedy będziemy się bili o igrzyska olimpijskie letnie roku 40. czy 44., taki cel sobie stawiamy, to mówimy tak naprawdę pokoleniowo. Z jednej strony absolutna, totalna inwestycja w dzieci i młodzież, czyli w to pokolenie, które zasili polski sport, to będą nasi mistrzowie i nasi reprezentanci. W międzyczasie ubieganie się o największe imprezy światowe: mistrzostwa świata w siatkówce, mamy niszowe sporty, które są globalne, jak żużel na przykład. Naszą rolą jest stymulowanie w taki sposób, aby zaszczepiać sport: mistrzostwa Europy w Chorzowie za 2 lata, bijemy się o duże imprezy w tenisie, rozważamy duże projekty europejskie na poziomie piłki nożnej. Jeżeli postawimy sobie cel: igrzyska olimpijskie jako państwo, które dzisiaj ma 20. gospodarkę świata, przeszło najlepiej chyba na świecie proces transformacji, dzisiaj jest krajem, który najszybciej rozwija się w Europie, to mamy święte prawo ubiegać się o rzeczy najważniejsze.