Model scentralizowanego zarządzenia w Gdyni
Paweł Brutel, dyrektor Gdyńskiego Centrum Sportu, przedstawił model, w którym wszystkie kompetencje związane ze sportem w mieście są skupione w jednej strukturze. Umożliwia to sprawniejsze podejmowanie decyzji, organizację dużych wydarzeń oraz budowanie lokalnej turystyki sportowej.
– W naszym przypadku w przypadku Gdyni sytuacja jest dosyć komfortowa dlatego że już od wielu wielu lat Gdyńskie Centrum Sportu skupia wszystkie te kompetencje. My nie tylko zarządzamy obiektami, my również prowadzimy dotacje na sportowe szkolenie dzieci i młodzieży, my również realizujemy inwestycje i również kreujemy imprezy sportowe. U nas ta promocja przez sport, organizacja imprez masowych, to wszystko jest budowane w jednej strukturze i ułatwia to, skraca proces decyzyjny bardzo mocno. Kiedy przychodzi do nas organizator imprezy międzynarodowej, to wszystko może załatwić w jednym pokoju, nie musi biegać po urzędzie i innych wydziałach nieruchomości. My ten model mamy wypracowany od lat i to polecam, dlatego że to może pobudzić tę lokalną gospodarkę.
Perspektywa społeczna i planowanie przestrzenne
Dr Maciej Frąckowiak, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, zwrócił uwagę na potrzebę szerokiego spojrzenia na aktywność fizyczną mieszkańców, wykraczającego poza tradycyjne rozumienie sportu wyczynowego. Wskazał na brak spójności i myślenie silosowe w polskich politykach publicznych.
– To jest z kolei pytanie, które odsłania wszystkie słabości polskich polityk publicznych. Bo ja jestem sobie w stanie wyobrazić taką sytuację szczęśliwą, kiedy przez dwa, trzy, cztery lata jest dobra chemia między prezydentem miasta a klubami sportowymi. Ale już te inwestycje, czyli odpowiednie planowanie przestrzeni miejskiej w taki sposób, żeby ona sprzyjała aktywności, myślenie o tym, by boiska sportowe były nie tylko obecne w mieście, ale też równo dystrybuowane w jego powierzchni, no to jest coś, co wymaga wieloletniego planowania i kultury współpracy, której generalnie w polskiej polityce nie ma. Jest myślenie sektorowe, silosowe: tu kultura, tu sport. A dobra strategia powinna się posługiwać właśnie też tym określeniem: aktywność fizyczna, zdrowie, a nie tylko sport.
Rola miejskich departamentów i ciągłość finansowania
Edyta Mozyrska, dyrektor Departamentu Kultury, Promocji, Turystyki i Sportu Urzędu Miejskiego w Białymstoku, omówiła korzyści płynące z łączenia różnych obszarów miejskiej działalności w jeden departament oraz wskazała na ograniczenia wynikające z rocznego budżetu samorządów.
– Jeśli chodzi o koleje losu, jak struktura i jak przypisane są poszczególne zadania do departamentów, to się zmieniało i myślę, że każdy samorząd w swojej historii ma takie sytuacje. My mamy praktycznie w jednym miejscu z punktu widzenia samorządu ogląd całej sytuacji środowiska sportowego, czyli ta wiedza jest pogłębiona, ustrukturyzowana. Kluby przychodząc do miasta po wsparcie też nie błąkają się od gabinetu do gabinetu, szukając, gdzie może to wsparcie być, bo wiedzą bardzo dobrze, że w budynku urzędu mają nas wszystkich w jednym miejscu. Prawo niestety troszeczkę nam ogranicza sytuację i możliwości, bo samorząd rozlicza się w trybie rocznym i budżetu rocznego, dlatego bardzo dobrze jest w strategiach zapisywać przynajmniej kierunki rozwoju.
Wsparcie sportu powszechnego na obszarach wiejskich
Krzysztof Piasek, wiceprezes Krajowego Zrzeszenia Ludowe Zespoły Sportowe, skupił się na wyzwaniach mniejszych klubów oraz potrzebie wprowadzenia umów wieloletnich ze strony samorządów, co gwarantuje stabilność pracy szkoleniowej u podstaw.
– Krajowe Zrzeszenie LZS to ponad 5500 klubów, ponad 200 000 osób regularnie ćwiczących w całym kraju, w związku z tym mamy pewien ogląd i przegląd sytuacji. Chciałbym skierować waszą uwagę na to, o czym sami mówicie – czyli strategię, ale strategię związaną z umowami wieloletnimi. Bo choć prawo mamy takie, jakie mamy, to istnieje możliwość zawierania z partnerami strategicznymi umów wieloletnich i rozliczanie ich tak, jak rozliczacie też nakłady inwestycyjne w latach. Abyśmy mieli ludzi uzdolnionych sportowo, to najpierw w procesie upowszechniania musimy ich wyłonić. Jest potrzebny człowiek, stąd umowy wieloletnie, które dają mu gwarancję, że może spokojnie i rozsądnie nad młodym organizmem pracować.
Logistyka obiektów miejskich i walka o godziny treningowe
Dr Arkadiusz Hrabia, zastępca dyrektora ds. sportowych MOSiR w Sosnowcu, przybliżył realia codziennego zarządzania obiektami oraz trudności związane z godzeniem interesów licznych klubów sportowych i mieszkańców.
– Reprezentuję jednostkę budżetową i odpowiem przekornie w Sosnowcu: że nie da się pogodzić. Uczestniczę w spotkaniach z reguły czerwcowych w każdym roku dotyczących tego, jak ustalić grafiki korzystania w zależności od obiektu. Jeżeli powiem, że jest walka pomiędzy działaczami, prezesami, wiceprezesami klubów o każde 15 minut, to powiem prawdę i rzeczywiście tak to wszystko wygląda. Pracując 11 rok, myślę, że udaje się sporo zrobić w zakresie tego, żeby tę kulturę dialogu wzmocnić. Ustalanie przy wspólnym stole, gdzie zapraszamy wszystkich chętnych do tego, z jakiego obiektu sportowego chcą skorzystać – to są gorące dwie, trzy godziny dyskusji i walka o każde 15 minut.
Rozwój dyscyplin niszowych i edukacja środowiskowa
Leszek Cichocki, prezes Polskiego Związku Sportowego Cheerleadingu, opowiedział o wyzwaniach stojących przed sportami rozwijającymi się oraz o znaczeniu determinacji w budowaniu świadomości i współpracy z samorządami.
– Ja reprezentuję teoretycznie sport niszowy, bo tak jak sporo osób może o tym sporcie nie wiedzieć… My sukcesywnie od paru lat realizujemy strategię wprowadzania cheerleadingu do szkół, do tego aby realizować program „Cheerleading w szkole”. Mamy już klasy profilowane w szkołach mistrzostwa sportowego. Zanim jednak to wszystko, to najpierw trzeba zacząć od edukacji. Ja osobiście przez 5 lat jeździłem po szkołach, po miastach, po urzędach, nie do wszystkich jeszcze trafiłem, bo ciężko jest to zrobić. Dlatego uważam, że tak jak my tutaj siedzimy wszyscy, każdy zawsze powinien zrobić ten krok w tył, zastanowić się, czego jeszcze nam brakuje i rozwijać się.