Rozmowa z Bartoszem Borysem, CMO Polskiej Federacji Minifutbolu, pokazuje, jak z pasji do „szóstek” powstał ogólnopolski projekt obejmujący ligi lokalne, reprezentację Polski i współpracę międzynarodową. Borys wyjaśnia różnice między minifutbolem a Socca, opowiada o budowaniu struktur federacji, finansowaniu kadry, relacji z PZPN-em, potencjale infrastruktury orlików oraz rosnącej popularności dyscypliny. Wskazuje też na wyzwania organizacyjne, rozwój młodzieży i znaczenie medialnego wsparcia, m.in. ze strony Meczyków.
Patryk Stec: Skąd w ogóle pomysł, żeby zająć się minifutbolem?
Bartosz Borys: Naszym hasłem przewodnim, hashtagiem jest #robimytozpasji I nie są to puste słowa. Od dzieciństwa graliśmy w piłkę – i ja, i Michał. Jeszcze będąc nastolatkami zaczęliśmy grać w “szóstkach”. Trochę przypadek, trochę szczęście sprawiły, że zaczęliśmy organizować rozgrywki. Michał przejął Ligę Bemowską, bo poprzedni organizatorzy wyjechali i postanowili zostawić istniejące ligi i nikt inny nie chciał się tym zająć. Ja najpierw grałem w rozgrywkach na Ursynowie, potem je współtworzyłem, a później współprowadziłem jako współwłaściciel.
To był naturalny proces – kochamy piłkę, graliśmy w nią całe życie, a dzięki ciężkiej pracy, hobby, udało się przekuć w pracę, z której utrzymujemy siebie i swoje rodziny. Nie był to plan od zawsze, tylko organiczna droga wynikająca z połączenia determinacji, pracy i pasji.
Minifutbol i Socca. Jak ktoś nie zna dobrze tematu, to może pomylić dwie federacje, prawda? Czym one się różnią?
Przede wszystkim trzeba zacząć od początku. Pierwszymi federacjami zrzeszającymi światowe i europejskie szóstki są European Minifootball Federation (EMF) oraz World Minifootball Federation (WMF). To federacje założone w 2012 roku. Od początku są to oficjalne organizacje zarządzające minifutbolem – to pierwsza nazwa dla piłki sześcioosobowej, ale też dla wszystkich formatów poniżej piłki jedenastoosobowej.
To organizacje non-profit, zrzeszające federacje z większości krajów. W wielu państwach działają pod auspicjami ministerstw sportu jako krajowe związki sportowe. Tak to wygląda choćby na Słowacji, w Czechach, na Węgrzech, czy Rumunii.
Socca została założona w 2017 roku przez ludzi, którzy wcześniej współtworzyli EMF. W latach 2016–2017 przegrali tam walkę o władzę i doszło do konfliktu. Dogadali się z kilkoma innymi osobami, odeszli z EMF i założyli własną federację – Socca.
Jeśli chodzi o zasady organizacyjne, to kluczowa różnica jest taka, że Socca jest firmą – spółką i opiera się na działalności gospodarczej. Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że dosłownie ostatnio, angielski właściciel sprzedał ją kupcowi z Niemiec. EMF i WMF są organizacjami non-profit. Wszystkie federacje członkowskie również muszą być w statusie non-profit. Mają statuty, członków, prawa, obowiązki – to stowarzyszenia.
W EMF i WMF trzeba uzyskać status członka, najpierw zwyczajnego, potem pełnego. Trzeba spełnić wymogi dotyczące struktur krajowych, organizacji lig i turniejów, wysyłania drużyn na arenę międzynarodową, czy nawet prowadzenia social mediów.
Są też różnice na boisku. Wymiary boiska są podobne, choć w Minifutbolu minimalnie większe. Bramki są inne – w Minifutbolu mamy 4 na 2 metry, a w Socca metr większe (wcześniej były takie same). U naszej konkurencji auty gra się z ziemi, jak w futsalu, i można z nich strzelać bramki, a bramkarz nie może wychodzić poza pole karne i grać z zawodnikami. W Minifutbolu bramkarz może grać nogami normalnie, ale na własnej połowie ma pięć sekund na pozbycie się piłki. Na połowie przeciwnika może grać bez ograniczeń. W EMF wznowienie gry od bramki następuje z ziemi, auty są z ręki, zaś w Socca na odwrót. To drobne różnice, ale wpływają na dynamikę gry.
Dobra, to skupmy się teraz bardziej na was. Musieliśmy to wyjaśnić, żeby czytelnicy wiedzieli, o co chodzi, bo mogliby was pomylić.
Mówiąc wprost, w pracy codziennej staramy się nia patrzeć na innych, tylko na siebie. Zawsze kierujemy się zasadą, że “dobra praca zawsze się obroni” i staramy się rozwijać projekty, którymi dziś zarządzamy.
Niektórzy próbują pokazać, że my nie istniejemy, a my chcemy pokazać, że piłka sześcio-, siedmio- czy pięcioosobowa to po prostu dwie federacje, które mogą współistnieć i rywalizować. A rywalizacja napędza rozwój.
Jak wygląda ekosystem rozgrywek minifutbolowych w Polsce?
Jako Polska Federacja Minifutbolu i Superliga6 zrzeszamy rozgrywki szóstek z całego kraju organizując co roku Mistrzostwa i Puchar Polski w Minifutbolu. Wysyłamy najlepsze drużyny na arenę międzynarodową, gdzie mają okazję przeżyć wyjątkową przygodę i reprezentować nasz kraj wśród najlepszych drużyn w Europie. Prowadzimy także Reprezentację Polski w Minifutbolu, która w przeciągu ostatnich dwóch lat zadebiutowała na Euro i Mistrzostwach Świata organizowanych odpowiednio przez EMF i WMF.
Lokalnie działamy w Warszawie, gdzie na co dzień organizujemy rozgrywki Ligi Bemowskiej, którą prowadzimy wspólnie z Michałem Burzyńskim. Od tego wszystko się zaczęło, ponad 17 lat temu. Blisko 5 lat temu połączyliśmy siły, zaczęliśmy współpracę z Ligą Biznesu, potem z rozgrywkami weekendowymi, czyli Ligą Bemowską. Michał prowadził już wtedy projekt ogólnopolski Superliga6, a później wspólnie ruszyliśmy z Polską Federacją Minifutbolu.
Jeśli chodzi o strukturę, to mamy ligi lokalne, takie jak nasza w Warszawie. Liga Bemowska w weekendy, w tygodniu Superliga6 Biznes, do tego Liga Oldbojów. W Warszawie mamy ok. 250 drużyn w każdym sezonie. To nasz główny obszar działalności.
Oprócz tego zrzeszamy ligi z całej Polski w projekcie Superliga6. Będzie on zapewne ewoluował w kierunku Polskiej Federacji Minifutbolu, choć na razie federacja funkcjonuje głównie w kontekście reprezentacji.
Mamy około 30 projektów w całej Polsce – głównie ligi sezonowe (wiosna, jesień, zima), czasem turnieje. Każde miasto działa trochę inaczej. Wszystkie te ligi są zrzeszone, wspieramy je medialnie i organizacyjnie.
Są też rozgrywki reprezentacyjne?
Tak. Jak wspomniałem, jesteśmy po dwóch turniejach: Mistrzostwach Europy 2024 w Sarajewie i Mistrzostwach Świata 2025 w Baku. W obu wyszliśmy z grupy, ale w pierwszej rundzie play-off odpadliśmy z tym samym rywalem, Czarnogórą. Może do trzech razy sztuka? Na pewno ten zespół jest starannie selekcjonowany, w ciągu roku przeprowadzamy 3 konsultacje szkoleniowe, na których testujemy ok 125 – ciu wyróżniających się zawodników z całej Polski. Z nich, sztab szkoleniowy wybiera 24 – ech, którzy jadą później na obóz przygotowawczy przed główną imprezą. Z ich później zostaje wybrana 15 – ka, która reprezentuje nasz kraj.
Turnieje odbywają się naprzemiennie – raz ME, raz MŚ. Organizowane są w halach sportowych adaptowanych pod minifutbol. W Baku graliśmy w Narodowej Arenie Gimnastycznej na 10 tysięcy widzów. W Bratysławie będzie to Hala Hokejowa o 9 tysiącach pojemności.
W Mistrzostwach Europy uczestniczą 24 drużyny, w Mistrzostwa Świata – 32. Federacje muszą działać profesjonalnie i prowadzą regularną selekcję: obozy, przygotowania, sparingi.
Z czego finansuje się reprezentację Polski?
W pierwszym roku mieliśmy prywatnego sponsora, który nie potrzebował reklamy – po prostu chciał pomóc. Od początku jest z nami i bardzo nam pomaga Hotel Robert’s Port Mikołajki i właściciel Robert Śliwiński. W tym roku dołączyła firma Q-ICE i również ogromne wsparcie od Łukasza Mroza. Dotychczas bazujemy na wsparciu marek i ludzi od lat związanych z minifutbolem i pasjonatów, którzy tak jak my kochają ten sport. Wierzymy, że z czasem Minifutbolem zainteresują się również ogólnopolskie brandy, które dostrzegą w naszej dyscyplinie pasję i autentyczność.
Mistrzostwa Świata w Baku w dużej mierze sfinansowaliśmy z Michałem z własnej kieszeni, przy niewielkim wsparciu sponsorów. Budżet roczny reprezentacji to 250–300 tysięcy złotych: konsultacje, obóz, wynagrodzenie sztabu, koszty wyjazdu na turniej, przede wszystkim transport, zakwaterowanie i wyżywienie zawodników oraz sztabu.
To jest nasza praca – full-time job. Mamy kilka osób na etatach, grafika, social media, copywritera. Do tego ogólnopolski projekt, kadra, sponsorzy, nowe inicjatywy. Chcemy ruszyć z akademią minifutbolu dla dzieci, później z rozgrywkami szóstkowymi dla młodzieży. Widzimy w tym ogromny potencjał – próg wejścia do piłki 11-osobowej jest wysoki, a większości dzieci i tak nie uda się trafić do dużej piłki. Chcemy dać im alternatywę.
Jak wyglądają wasze relacje z PZPN-em? Czy nie ma prób przejęcia piłki sześcioosobowej?
Szczerze mówiąc – żadnych relacji nie mamy. Jesteśmy oczywiście otwarci na współpracę, choć obawiam się, że wchodząc w struktury PZPN-u, bylibyśmy piątym kołem u wozu – za beach soccerem, futsalem etc. W PZPN priorytetem jest duża piłka – 95% budżetu i uwagi. My chcemy tworzyć własne struktury, które będziemy rozwijać i mieć pełną kontrolę nad rozwojem projektu.
Dofinansowanie ministerialne bardzo by pomogło. W przykładowych Czechach, gdzie minifutbol jest rozpoznawalny jako sport nieolimpijski – federacja dostaje ponad pół miliona euro rocznie od tamtejszego Ministerstwa Sportu. Dla nas 500 tys. zł oznaczałoby pełne finansowanie kadry, stworzenie struktur młodzieżowych i rozwój projektów.
Czy korzystacie na powstaniu orlików? Powstało ich tysiące
Myślę, że w pewien sposób jesteśmy również tego beneficjentem. Gdy orliki powstawały, nie było jeszcze świadomości piłki sześcioosobowej. Teraz to idealna infrastruktura pod minifutbol. W mniejszych akademiach piłkarskich utrzymywanie grup po 13. roku życia jest trudne – brakuje boisk, koszty rosną, część zawodników się zniechęca, czy rezygnuje. Minifutbol daje możliwość utrzymania roczników, rozwijania akademii i zatrzymania młodzieży w sporcie.
Czy niż demograficzny może wam pomóc?
Tak, bo w mniejszych miejscowościach coraz trudniej zebrać 11 zawodników. Już teraz istnieją alternatywne rozgrywki szóstkowe i działają dobrze. Były pomysły na siódemki, ósemki, dziewiątki, ale nie wszędzie to wypaliło. Problemem jest mentalność – przekonanie, że „prawdziwa piłka” to tylko 11 na 11. Minifutbol bywa traktowany jako zabawa. My chcemy pokazać, że to pełnoprawna dyscyplina.
Zdarza się nawet, że trenerzy A-klasy czy B-klasy zabraniają zawodnikom gry w szóstkach, co jest absurdem – zabrania się piłkarzowi grać w piłkę, gdzie z całym szacunkiem, w naszych rozgrywkach poziom sportowy jest często znacznie wyższy, niż w przykładowej B – klasie.
Chciałem zapytać o współpracę z Meczykami. Ona chyba świetnie wpisuje się w promocję minifutbolu.
W zeszłym roku współpracowaliśmy z Meczykami po raz pierwszy. Udostępnili nam studio, nasi komentatorzy komentowali mecze Mistrzostw Świata w Baku. Dzięki ich widowni mieliśmy świetne zasięgi i dotarcie do nowych odbiorców.
W tym roku mamy nadzieję, że Meczyki mocniej zaangażują się w promocję Euro 2026 w Minifutbolu. Widzą w tym potencjał marketingowy i sprzedażowy, ale też atrakcyjność samej dyscypliny. W czasach, gdy ludzie szukają krótszych treści, 90-minutowy mecz bywa zbyt długi. Minifutbol jest dynamiczny i idealnie wpisuje się w te potrzeby.