„To nie zabawa, to sport olimpijski”. Koszykówka 3×3 wychodzi z cienia
Patryk Stec: Zacznijmy od samej dyscypliny. Celowo używam słowa „dyscyplina”, bo to nie jest zwykły streetball, ale pełnoprawna dyscyplina olimpijska, do której zawodnicy przygotowują się w profesjonalny sposób. Porównywanie tego do podwórkowego grania chyba mija się z celem – to tak, jakby futsal nazywać „zabawową piłką nożną”. Czy w Polskim Związku Koszykówki wyraźnie czujecie, że popularność 3×3 wystrzeliła w ostatnich latach?
Michał Latoś: Zdecydowanie tak. Jestem w związku od niespełna dwóch lat, więc trudno mi oceniać odległą przeszłość, ale dzisiaj wszyscy w PZKosz widzimy, że to dyscyplina z ogromnym potencjałem wzrostu. Ma ku temu pełne predyspozycje. Obecnie wszyscy na rynku walczą o uwagę pokolenia Gen Z, a koszykówka 3×3 jest dla młodych ludzi niezwykle „zjadliwa”. Mecze są szybkie, efektowne, bez długich przerw.
Wzrost zainteresowania widzimy też po reakcji partnerów biznesowych. Bardzo duże, globalne marki chcą być częścią tej podróży. Potwierdzają to również twarde dane – oglądalność mistrzostw świata w formule 3×3 rośnie lawinowo. Między turniejem w Wiedniu a imprezą, którą teraz organizujemy, notujemy nawet trzynastokrotne skoki w statystykach oglądalności telewizyjnej. Ogromny wpływ miały na to igrzyska w Tokio i Paryżu. Status sportu olimpijskiego to ostateczny argument za tym, żeby – z całym szacunkiem dla kultury podwórkowej – nie przyklejać już do tej dyscypliny łatki zwykłego streetballu.
Jakich argumentów użył Polski Związek Koszykówki, żeby przekonać FIBA i ściągnąć Mistrzostwa Świata do Warszawy?
Przede wszystkim udowodniliśmy, że jesteśmy świetnym organizatorem imprez masowych. FIBA nas szanuje, co potwierdziliśmy chociażby przy organizacji Eurobasketu oraz innych wydarzeń międzynarodowych, w które się angażujemy. Mogę śmiało powiedzieć, że w kwaterze głównej FIBA jesteśmy pokazywani jako wzór pod kątem organizacyjnym. Liga Narodów, Woman Series i Mistrzostwa Świata U23 też pomagają, bo to były eventy 3×3.
Drugi argument to nasz status sportowy w świecie 3×3. Nie jesteśmy tam anonimowi. Ostatnie wyniki naszej reprezentacji dziewcząt, które zajęły czwarte miejsce na mistrzostwach świata w Mongolii, tylko to potwierdzają. Mamy zawodników rozpoznawalnych na całym świecie – Przemka Zamojskiego czy Aleksandrę Zięmborską. Jest też Piotr „Grabo” Grabowski, gwiazda konkursów wsadów, który stanowi chodzącą reklamę polskiego basketu. Dla nas ta decyzja FIBA nie była zaskoczeniem. Chcemy i potrafimy bić się o organizację największych imprez.
Turniej odbędzie się w wyjątkowej, prestiżowej lokalizacji – na placu pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Czego oprócz czysto sportowych emocji mogą spodziewać się kibice? Co dla nich przygotowaliście?
Jak słusznie podkreślał nasz dyrektor komunikacji to wydarzenie będzie zdecydowanie bardziej przypominało festiwal muzyczny niż klasyczną, sztywną imprezę sportową. Oczywiście aspekt sportowy ułożymy na najwyższym światowym poziomie – do rozegrania jest ponad 100 meczów. Kluczowy jest jednak dla nas ten fan experience dookoła boiska. Chcemy przyciągnąć nie tylko zdeklarowanych kibiców koszykówki, ale też przypadkowych przechodniów, całe rodziny czy grupy znajomych, którzy chcą po prostu fajnie spędzić czas.
Dlatego poranne sesje meczowe będą całkowicie darmowe. Do dyspozycji odwiedzających oddamy strefę o powierzchni ponad 12 tysięcy metrów kwadratowych. Znajdą się tam strefy naszych partnerów, m.in. strefa klocków LEGO czy przestrzeń sportowa. Będą cztery ogólnodostępne boiska dla kibiców, ciągłe animacje i masa wydarzeń towarzyszących. Koszykówka na tym turnieju bezpośrednio dotknie ulicy i kultury. Basket to globalny fenomen, ponieważ jako jedna z niewielu dyscyplin tak mocno przenika się z modą, grafiką i muzyką hip-hopową. Wszystkie te elementy będą u nas bardzo widoczne.
Kto wspiera Was przy organizacji tego wydarzenia? Które marki zaangażowały się w projekt jako najważniejsi partnerzy?
Warto jasno zaznaczyć jedną rzecz: to nie jest tak, że dotychczasowi sponsorzy PZKosz automatycznie stali się sponsorami tych mistrzostw świata. Na tę imprezę podpisywaliśmy zupełnie nowe, dedykowane umowy komercyjne. Nie wprowadzamy tu żadnej gradacji ważności marek, choć naturalnie z perspektywy całego polskiego basketu firma Orlen pozostaje naszym największym mecenasem.
Jeśli chodzi o pełną listę, to organizatorami są oczywiście PZKosz i FIBA. Głównym wsparciem instytucjonalnym jest Miasto Gospodarz Warszawa, a także Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Województwo Mazowieckie. W gronie partnerów i sponsorów mamy tak silne marki jak: Orlen, KFC, InPost, Coconout, SFD, Oakley, Bukovina Resort, Polskie Porty Lotnicze oraz Hörmann. Oficjalnym hotelem imprezy został Hotel Presidential, a mecze będą rozgrywane oficjalną piłką marki Wilson.
Niezwykle cieszy mnie fakt, że na tej liście widać firmy, które na co dzień nie były kojarzone z koszykówką. Jako osoba odpowiedzialna w dziale marketingu za procesy sprzedaży widzę, że po sukcesie Eurobasketu wokół reprezentacji i związku wytworzyła się genialna, czysta energia. Dla mnie to kolejny wyraźny dowód na powrót polskiego basketu do szerokiego mainstreamu. A kalendarz mamy pełny – zaraz ruszają eliminacje do Mistrzostw Świata w Katarze, swoje mecze grają też kobiety. Cały czas podgrzewamy atmosferę.
Wspomniałeś o InPost. Czy to prawda, że ich wejście w koszykówkę 3×3 to dopiero początek znacznie szerszej współpracy z polskim basketem?
Mam ogromną nadzieję, że tak właśnie będzie.
A co z umową sponsorską z Orlenem? Z tego co kojarzę, obecny kontrakt wygasa z końcem czerwca. Będzie kontynuacja?
Tutaj również muszę odpowiedzieć: mam taką nadzieję. Jesteśmy w stałym procesie rozmów, negocjacje trwają i na ten moment nic nie wskazuje na to, żeby miało być inaczej. Najbardziej cieszy mnie fakt, że partnerów nam przybywa, a nie ubywa. Oczywiście jesteśmy bardzo wdzięczni Ministerstwu Sportu i doceniamy stabilizację, jaką dają nam spółki Skarbu Państwa. Jednak jako marketer odczuwam olbrzymią satysfakcję, że do PZKosz płynie coraz więcej prywatnego kapitału. To najlepszy dowód, że biznes ufa naszym działaniom i chce wydawać swoje budżety na projekty, które proponujemy.
Doskonałym przykładem jest sieć KFC. W zeszłym roku podpisali z nami umowę tylko na rok, celowaną pod Eurobasket i działania wokół turnieju. Zobaczyli, jak pracujemy, i teraz przedłużyli kontrakt z PZKosz o kolejne trzy lata, a dodatkowo podpisali osobną umowę z Polską Ligą Koszykówki (PLK). To pokazuje, że najwięksi gracze na rynku dostrzegają nasz potencjał.
Czyli po prostu dowozicie to, co obiecujecie w umowach.
Dokładnie. Gdybyśmy w pierwszym roku nie dostarczyli odpowiedniej jakości i ekwiwalentów marketingowych, nikt nie chciałby z nami rozmawiać o przedłużeniu współpracy. To nasza największa wartość: jesteśmy dla biznesu przewidywalnym, rzetelnym partnerem, który realizuje umowy, ale też często daje od siebie coś ekstra.
Odeszliśmy od archaicznego modelu sprzedawania samego logotypu. Nie chcemy robić ze związku „choinki reklamowej”. Szukamy partnerów, którzy realnie pomogą nam promować koszykówkę w miejscach, do których sami byśmy nie dotarli. Ktoś mógłby zapytać: „Dlaczego promujecie fast food?”. Ja odpowiem inaczej: skoro dzieciaki i młodzież spędzają czas w takich restauracjach, to dlaczego nie mielibyśmy wyjść do nich tam z koszykówką i zachęcać do aktywności fizycznej? W marketingu sportowym nic nie jest czarno-białe. Chcemy wyjść z naszej zamkniętej, hermetycznej bańki koszykarskiej i wejść do popkultury.
Wspomniałeś o zarażaniu pasją. Czy w powrocie do mainstreamu pomaga Wam fakt, że pokolenie wychowane na NBA z lat 90. ma dzisiaj swoje dzieci i naturalnie przekazuje im miłość do basketu? Oprócz tego 3×3 jest idealne dla młodego odbiorcy.
Zdecydowanie tak. Jesteśmy w idealnym momencie pokoleniowym. Faceci po trzydziestce czy w okolicach czterdziestki, którzy w młodości zarywali noce dla Michaela Jordana, dzisiaj zaczynają zarażać tą zajawką swoje dzieci. Koszykówka 3×3 idealnie wpisuje się w potrzeby tych młodych ludzi. Dostają produkt dynamiczny, szybki, pełen spektakularnych akcji, gdzie mecz trwa 10 minut i nie ma prawa się znudzić.
Szacujemy, że przez tydzień trwania turnieju przez naszą strefę pod Pałacem Kultury i Nauki przewinie się ponad 250 tysięcy ludzi. Będziemy promować koszykówkę przez kilkanaście godzin dziennie w samym sercu stolicy. Chcemy ten potężny impuls wykorzystać, tak jak zrobiliśmy to po Eurobaskecie, i płynnie przekierować tę energię na Polską Ligę Koszykówki oraz mecze kadry narodowej.
Skoro wydarzenie ma mieć charakter festiwalowy, to na koniec muszę zapytać o muzykę. Czy na kibiców czekają jakieś niespodzianki koncertowe?
Na pewno pojawią się bardzo mocne akcenty muzyczne. Nie chcę jeszcze zdradzać konkretnych nazwisk i pełnego line-upu, ale podpisaliśmy właśnie strategiczną umowę. Jako prawdopodobnie pierwszy związek sportowy w Polsce związaliśmy się oficjalnym kontraktem z dużą wytwórnią muzyczną – ogłosiliśmy współpracę z Def Jam Recordings Poland. To legendarny, najstarszy i najbardziej rozpoznawalny brand rapowy na świecie, będący częścią Universal Music. Wspólnie z nimi oraz naszymi partnerami przygotowujemy coś naprawdę dużego. Przestrzeni na dobrą muzykę – zarówno w strefie biletowanej, jak i w ogólnodostępnym fan zone – na pewno nie zabraknie. Zapraszam wszystkich pod Pałac Kultury, nawet jeśli nie macie wejściówek na same mecze. Warto tam być.