Bydgoszcz ma duże tradycje piłkarskie, a wielkich postaci polskiej piłki, które się tam wychowały, nie brakuje. Długo szukać nie trzeba – to właśnie z tego miasta pochodzi Zbigniew Boniek, będący jedną z legend Zawiszy. Teraz Bydgoszczanie piszą swoją historię. Przypomnieli o sobie w najlepszy możliwy sposób – na boisku.
Cała Polska patrzy na trzecioligowca
W tym sezonie Zawisza pokonywał m.in. Wisłę Kraków czy Chojniczankę Chojnicę. W środę będzie próbował spełnić kolejne marzenie – o grze na PGE Narodowym w finale STS Pucharu Polski. Na drodze do tego celu stoi Górnik Zabrze, który jest oczywiście faworytem tego spotkania.
Bydgoszcz bardzo żyje tym wydarzeniem. Na pewno już od poprzednich rund Pucharu Polski widać bardzo mocno wzmożone ruchy, jeżeli chodzi o kwestie zainteresowania kibiców, głodu piłki, ale również tego zainteresowania ogólnie biznesowego, czyli zapytań sponsorskich, zapytań o możliwości ekspozycji. Oczywiście jest to poziom na co dzień trzeciej ligi i nie jest to jeszcze dla wszystkich podmiotów atrakcyjny target. Ale oczywiście dla wielu podmiotów jest to już temat atrakcyjny, jeżeli chodzi o STS Puchar Polski. Jedynym problemem takim rzeczywistym jest to, że na pewne produkty reklamowe, czyli bandy LED i ten cały branding związany z Pucharem, wyłączność umów mają STS i PZPN. W związku z tym tam ciężko jest pokazać potencjalnego reklamodawcę
Głównym partnerem pucharu jest bukmacher STS, który ma oczywiście w swojej umowie pewne zagwarantowane z góry świadczenia. O tej współpracy więcej już pisaliśmy na łamach naszego serwisu. Poniżej fragment tamtego tekstu.
Stawka większa niż zwykle. Wszyscy marzą o wygraniu STS Pucharu Polski?
Sponsoring tytularny STS Pucharu Polski niesie za sobą szereg korzyści dla marki STS. To rozgrywki, które notują bardzo dobre wyniki oglądalności, dzięki czemu zyskujemy szeroką ekspozycję marki w ramach transmisji. Ponadto, dzięki sponsoringowi całych rozgrywek, marka STS pojawia się w wielu miejscach, w których bez sponsoringu nie mogłaby być obecna z uwagi na ograniczenia sponsorskie wynikające z umów między klubami, a ich partnerami. Widzimy również wyraźne przełożenie naszego sponsoringu na wyniki biznesowe – wzrosty są dwucyfrowe w każdej rundzie porównując do poprzedniego sezonu. Co ważne, aktywnie i regularnie aktywujemy kontrakt zarówno offline (konkursy, strefy kibica, trophy tour), jak i w digitalu angażując w ten sposób kibiców w całej Polsce i zapraszając ich do świata naszej marki.
Finał na PGE Narodowym to dziś nie tylko mecz, ale pełnoprawne wydarzenie medialne. Oglądalność w otwartej telewizji, pełne trybuny i starannie przygotowana oprawa sprawiają, że kluby otrzymują ekspozycję porównywalną z największymi meczami ligowymi sezonu. Sponsorzy zyskują ogólnopolską widoczność, a marka klubu pojawia się w prime time, w kontekście trofeum i europejskich ambicji.
Rozgrywki są coraz lepiej opakowane: identyfikacja wizualna, centralna produkcja telewizyjna, konsekwentna narracja marketingowa. Puchar Polski stał się produktem telewizyjnym i sponsorskim, a nie tylko rozgrywkami sportowymi. I właśnie dlatego jego znaczenie wykracza dziś daleko poza samą majową dekorację medalową.
Zainteresowanie przerosło oczekiwania
Na co dzień Zawisza dysponuje dużym stadionem, który ma też charakterystyczną niebieską bieżnię lekkoatletyczną. Stadion im. Zdzisława Krzyszkowiaka pomieści 20,5 tys. kibiców i w środę będzie wypełniony po brzegi. Gdyby miał trzy razy większą pojemność, również by się zapełnił. Zawisza pisze historię, którą chce obserwować wielu kibiców.
Jeżeli mam mówić tutaj rzetelnie, to na tę chwilę nie widać, żeby przełożyło się to na zainteresowanie potyczkami w trzeciej lidze. Aczkolwiek ten półfinał to jest osobne wydarzenie i tutaj ranga rywala oraz poziomu tych rozgrywek na pewno bardzo mocno wzmocniła zainteresowanie, które przerosło wszelkie oczekiwania. Te 17,5 tysiąca biletów sprzedało się w blisko dwa dni. Naprawdę zainteresowanie jest dużo większe niż nasze możliwości pojemności stadionu, bo myślę, że każdą większą liczbę bylibyśmy w stanie sprzedać i znaleźliby się nabywcy na te bilety. Zainteresowanie na ten mecz półfinałowy było bardzo duże – blisko 9,5 tysiąca wejściówek z akademii partnerskich. Niestety nie byliśmy w stanie przyjąć wszystkich, zapraszamy oczywiście wszystkich na mecze ligowe, żeby z tej akcji promocyjnej skorzystać, bo to zawsze poprawia frekwencję. Trzeba przyciągać, to jedna z wielu form pobudzania aktywności społeczności kibicowskiej, ale też dobre są wyniki oglądalności – z tego co mi wiadomo – relacji w TVP Sport. Mecz z Wisłą oglądało ponad 400 tysięcy kibiców, mecz z Chojniczanką ponad 200 tysięcy. Myślę, że w perspektywie marki Zawisza i miasta Bydgoszczy to jest dobry i duży kanał promocyjny, nawet dla podmiotów, które chcą się zareklamować. Ten ekwiwalent reklamowy, z tego co już kiedyś analizowaliśmy, pomimo gry w niższych ligach, budujemy w miarę sukcesywnie. Myślę, że jesteśmy na dobrym poziomie i w ścisłym topie, jeżeli chodzi o ekwiwalent reklamowy i możemy proponować wiele rozwiązań.
Marzenie o PGE Narodowym jest ciągle żywe w sercach kibiców i piłkarzy Zawiszy, którzy liczą, że ich klub jeszcze bardziej napsuje krwi wielkim faworytom i nawiąże do zwycięstwa w tych rozgrywkach w sezonie 2013/2014. 12 lat temu Bydgoszczanie na PGE Narodowym pokonali po rzutach karnych Zagłębie Lubin. Teraz by to było jeszcze większą niespodzianką, bo przecież Zawisza jest trzecioligowcem, a pozostali rywale grają w Ekstraklasie.
Czy ta kampania w STS Pucharze Polski może być dla tego klubu motorem napędowym do kolejnych sukcesów?
Tak, to na pewno jest motor napędowy, bo przypomniał o nas i – mówię – to bardzo udana edycja, a my zrobiliśmy już bardzo dużo. Zresztą pokazuje to ten mecz półfinałowy, bo bijemy rekord frekwencji na tym obiekcie – stadion nigdy nie gościł pełnych trybun kibiców na meczu bydgoskiego Zawiszy. Rekordem był mecz z Lechem Poznań trzy lata temu, pucharowy, gdzie było 14 tysięcy kibiców – mówimy oczywiście o liczbach oficjalnych. To pierwszy raz w historii, gdy zgłosiliśmy imprezę na 20 tysięcy osób. Wiadomo, wymagania rosną przy tego typu organizacji, ale chcieliśmy się tego podjąć, bo to naprawdę duże wydarzenie i skok jakościowy. Mamy nadzieję, że pójdzie za tym również widowisko sportowe. Tak jak mówiliśmy – my możemy, oni muszą – i dla nas to i tak jest bardzo dużo. Udało nam się osiągnąć sporo jak na ten etap dla klubu z trzeciej ligi.
W środę okaże się czy sen bydgoskich kibiców przedłuży się aż do majówki. Nawet jeśli się zakończy, bydgoscy kibice będą mogli być dumni ze swoich ulubieńców, którzy sprawili największą niespodziankę w tym sezonie STS Pucharu Polski.