Soczi miało być dowodem na rosyjską potęgę. Rio de Janeiro – zwróceniem uwagi na jedną z największych gospodarek świata, co z mocno eurocentrycznej perspektywy jeszcze 10 lat temu nie dla wszystkich było oczywiste. Ateny 2004 stanowiły historyczne nawiązanie do pierwszych igrzysk w erze nowożytnej, a Pekin 2008 był oficjalnym potwierdzeniem, że Chiny są supermocarstwem. Czym mogłaby być Warszawa 2036? Czy Polskę stać na organizację igrzysk?
Na jakim jesteśmy etapie?
W poprzednich latach wielokrotnie pojawiały się kandydatury Krakowa i Zakopanego do organizacji zimowych igrzysk olimpijskich. Zazwyczaj były torpedowane przez mieszkańców oraz część polityków.
W 2023 roku prezydent Andrzej Duda ogłosił, że Polska będzie się starać o organizację igrzysk w 2036 roku. Chwilę później o pomyśle w rozmowie z PAP mówił szef PKOl, Radosław Piesiewicz:
– Temat pojawił się tuż po objęciu przeze mnie funkcji prezesa, w rozmowie z panem prezydentem i ministrem sportu. To duża radość, że projekt „zaskoczył”, a ja miałem zaszczyt być jednym z ogłaszających złożenie naszej kandydatury. Wykorzystamy już istniejące obiekty, ale powstaną też nowe inwestycje – tak jak mówił pan prezydent. Na pewno polski rząd będzie inwestował, podobnie jak przy Euro 2012 – powstało wtedy wiele stadionów i dróg.
Piesiewicz początkowo wskazywał na 2036 rok, natomiast obecny rząd sygnalizował raczej perspektywę 2040 lub 2044. Skąd ta rozbieżność?
Za dwa lata igrzyska odbędą się w Los Angeles, w 2032 roku – w Brisbane. Logika geopolityczna podpowiada więc, że kolejne mogą przypaść Azji. Hiszpański portal Relevo informował rok temu, że duże szanse ma Katar. Kandydatury zgłosiły również Indie (Ahmedabad), Indonezja (Nusantara) i Turcja (Stambuł). Według medialnych doniesień zainteresowanych było więcej: Kanada, Węgry (Budapeszt), Włochy, Chiny (Wuhan), Korea Południowa, Egipt, Wielka Brytania (Londyn) czy Rosja (Władywostok).
Za faworyta uchodzili Hindusi, jednak sytuacja mogła się zmienić po objęciu stanowiska przez nową szefową MKOl, Kirsty Coventry, która zawiesiła procedurę wyboru gospodarza, by przeanalizować dotychczasowy system i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Tuż przed zimowymi igrzyskami we Włoszech, w lutym bieżącego roku, prezydent Karol Nawrocki oficjalnie wysłał do MKOl list intencyjny w sprawie organizacji wydarzenia. To sprawiło, że można realnie mówić o kandydaturze Polski i Warszawy.
7 lutego prezydent spotkał się z Kirsty Coventry w Mediolanie, aby rozmawiać o projekcie. 17 i 18 lutego polscy działacze mają prowadzić rozmowy robocze z przedstawicielami MKOl. To tam mają paść pierwsze konkrety.
Ile mogą kosztować letnie igrzyska olimpijskie w Polsce?
Według Ministerstwa Sportu koszt organizacji może wynieść około 70 miliardów złotych, czyli blisko 20 miliardów dolarów lub 17 miliardów euro (według obecnego kursu).
Inaczej szacują eksperci banku Credit Agricole w raporcie z 2024 roku. Według nich koszt igrzysk mógłby wynieść od 25,7 do 30,3 mld zł. Obliczenia uwzględniają budowę niezbędnych aren oraz rozbudowę bazy hotelowej, która dziś jest niewystarczająca.
Przykład? PGE Narodowy nie dysponuje obecnie odpowiednią przestrzenią funkcjonalną na płycie, by organizować zawody lekkoatletyczne na poziomie olimpijskim. Oznaczałoby to konieczność budowy Stadionu Olimpijskiego na 80 tys. miejsc – szacunkowo za 3,8 mld zł (a koszt zapewne wzrósłby wraz z inflacją). Łącznie podczas Igrzysk ma być zapotrzebowanie na osiem większych aren, arenę wioślarską, dwa baseny, jedno boisko, pole golfowe, hipodrom, min. dwa korty, cztery miejsca plenerowe, jedną przystań, jeden pumptrack, jedną rzekę lub jezioro, dziewięć stadionów, strzelnicę, ściankę wspinaczkową i welodrom. Część budynków z tej listy już istnieje i wymagałaby tylko modernizacji, część trzeba zbudować od zera.
Do tego dochodzi budowa wioski olimpijskiej oraz rozwój infrastruktury transportowej – kolei, dróg, modernizacja dworców i lotnisk.
Ile wydały inne kraje?
Niemal każda organizacja letnich igrzysk kończyła się przekroczeniem zakładanego budżetu. Rekordzistą pozostaje Rio de Janeiro – 23,6 mld dolarów i przekroczenie budżetu o 289%. Barcelona wydała 11,6 mld dolarów, co oznaczało przekroczenie o 266%, głównie z powodu dużych inwestycji infrastrukturalnych.
Paryż przekroczył budżet o 115%, wydając 8,7 mld dolarów – mimo że część infrastruktury już istniała. Do 2034 roku Francuzi mają jednak zarobić ok. 13 mld euro dzięki efektowi gospodarczemu wywołanemu igrzyskami.
W rozmowie z TVP Info odważną tezę postawił prof. Marian Noga. Jego zdaniem paryski scenariusz mógłby powtórzyć się w Warszawie:
– Z punktu widzenia makroekonomisty oceniam starania o organizację igrzysk pozytywnie. Uważam, że w ciągu 10 lat zwrócą się wszystkie koszty.
Czy jest na to społeczne przyzwolenie?
Wielkie imprezy sportowe coraz częściej rozbijają się nie o brak ambicji polityków, lecz o brak zgody obywateli. Referenda w Krakowie czy niemieckim Hamburgu zakończyły olimpijskie marzenia jeszcze przed startem procedury. Mieszkańcy coraz częściej pytają: kto za to zapłaci i co z tego będziemy mieć? Euforia trwa dwa tygodnie, kredyty – dekady.
Jeśli Warszawa naprawdę myśli o 2036 roku, nie ucieknie od pytania o mandat społeczny. Bez szerokiego poparcia najlepiej wyrażonego w referendum projekt może stać się kolejną osią politycznego sporu, a nie narodowym przedsięwzięciem.
Na razie wydaje się, że konsensus polityczny ponad podziałami jest. Według badania CBOS, 45 proc. Polaków jest za organizacją igrzysk, 41 proc. przeciw, a reszta nie ma zdania.
Ryzyko „białych słoni”
Co stanie się z obiektami po zgaszeniu olimpijskiego znicza? Historia zna zbyt wiele przykładów tzw. „białych słoni” – stadionów i hal, które po igrzyskach świecą pustkami i generują wyłącznie koszty utrzymania. Ateny do dziś spłacają rachunek za 2004 rok, a część obiektów w Rio niszczeje.
Sukces Paryża czy Londynu polegał na maksymalnym wykorzystaniu istniejącej infrastruktury i planie na „życie po igrzyskach”. Jeśli Polska miałaby budować Stadion Olimpijski na 80 tysięcy miejsc, musi odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie: kto i jak często będzie go wypełniał w 2037, 2040 czy 2050 roku? Mądra polityka w zakresie budowania tymczasowych obiektów wydaje się być niezbędna, by nie przepłacać latami za obiekty, które nie będą używane.
Co mogą nam dać igrzyska?
W długiej perspektywie to okazja do pokazania sukcesu po transformacji ustrojowej. Polska jest dziś 20. gospodarką świata, a wciąż w niektórych miejscach funkcjonują stereotypy o niedźwiedziach na ulicach i wiecznej zimie.
Są też korzyści mierzalne:
- wzrost inwestycji zagranicznych,
- rozwój infrastruktury,
- zwiększenie dochodów z turystyki,
- czy nowe miejsca pracy.
Igrzyska olimpijskie to zawsze coś więcej niż sport. To deklaracja: „jesteśmy gotowi, stać nas, potrafimy”. Pytanie tylko, czy taka deklaracja powinna kosztować dziesiątki miliardów złotych w kraju, który wciąż nadrabia cywilizacyjne zaległości.
Możemy patrzeć na igrzyska jak na trampolinę – impuls rozwojowy, symbol dojrzałości państwa i moment, w którym Polska przestaje być „doganiająca”, a zaczyna być „organizująca”. Możemy też uznać je za kosztowny pokaz fajerwerków, po którym zostaje rachunek i sentyment.
Odpowiedź na pytanie, czy Polskę stać na igrzyska, nie dotyczy wyłącznie pieniędzy. Chodzi o to, jaką historię chcemy o sobie opowiedzieć światu – i czy jesteśmy gotowi za nią zapłacić.