Po przeprowadzce do Hiszpanii gwiazda reprezentacji Polski wyraźnie odżyła. Wcześniej Lewandowski często sprawiał wrażenie zbyt poprawnego, zbyt grzecznego i za wszelką cenę unikającego kontrowersji. W wywiadach nie brakowało frazesów, jakby wyjętych wprost z podręcznika specjalistów od komunikacji. Był spięty, ostrożny, nie raz gryzł się w język. Kibicom to przeszkadzało. Dopiero w ostatnim roku coś się ruszyło w tym temacie na konferencjach prasowych podczas zgrupowań reprezentacji. Hiszpańskie słońce i sjesta wyraźnie dobrze wpływają na Lewandowskiego.
Na drugim biegunie od lat znajduje się jego dobry kolega, Wojciech Szczęsny. Wyluzowany, naturalny, idealny rozmówca dla dziennikarzy, bo praktycznie zawsze ma coś ciekawego albo zabawnego do powiedzenia. Ludzie go lubią, bo nie sprawia wrażenia wykreowanego. Nie boi się kontrowersji, ale jednocześnie pozostaje pozytywną postacią, co od lat potwierdzają także doniesienia z szatni Barcelony czy reprezentacji.
W poniedziałek, podczas oficjalnej fety FC Barcelony, internet podbił dialog Lewandowskiego i Szczęsnego celebrujących na dachu autobusu mistrzostwo Hiszpanii. Wszystko transmitował „Kanał Sportowy”, który, mówiąc potocznie, „wygrał internety”. W pewnym momencie Dominik Piechota podał obu piłkarzom mikrofon i zaczęło się prawdziwe show.
Wojciech Szczęsny żartował, że już chciał ponownie kończyć karierę, Robert Lewandowski tłumaczył, że jeszcze pojawi się na czerwcowym zgrupowaniu reprezentacji Polski dla Jacka Magiery. Poza tym obaj sypali anegdotami, żartami i coraz bardziej plątał im się język. Kapitan reprezentacji wspominał, że na studniówce tańczył z córką Jana Tomaszewskiego, o czym legendarny bramkarz prawdopodobnie do dziś nie wie. Chwilę później obaj sparodiowali Tomaszewskiego.
Luźna konwencja i prawdziwe oblicze obu piłkarzy momentalnie kupiły widzów. Bo właśnie tego ludzie oczekują od swoich idoli – autentyczności. Bez pudrowania rzeczywistości, bez wyuczonych formułek i sztucznej poprawności. Normalni faceci, którzy potrafią cieszyć się sukcesem, wiedzą, kiedy mogą pozwolić sobie na więcej i jednocześnie nie przekroczyć cienkiej granicy między dobrą zabawą a kompromitacją.
Może właśnie tutaj kryje się największa lekcja dla PR-owców, którzy często trzymają swoich klientów zbyt krótko na smyczy. Kibice nie chcą perfekcyjnych robotów. Chcą ludzi z charakterem, emocjami i poczuciem humoru. Nawet jeśli czasem powiedzą coś nieidealnie albo trochę za bardzo się rozluźnią.
Komentarze internautów na YouTube pod poniedziałkową transmisją były w zdecydowanej większości pozytywne (komentarze z oryginalną pisownią):
Po zbiórce łatwoganga, to jest drugi najlepszy moment w polskim internecie w 2026, dziękujemy <3
Lewy na ten moment czekał chyba całą swoją karierę, w końcu Polacy zobaczą go takiego jakim jest, a nie jako więźnia PRowców. Szkoda, że jako kibice aż tyle musieliśmy czekać na ten moment.
To jest GRUBY kontent! Brawo KS za bycie tam i taką akcję… Nikt pewnie już Roberta w takiej sytuacji nie nagra i pewnie nigdy nikt go tak nie nagrał… Dominik, brawo! Super wyszło! Robert to będzie Twój najlepszy ruch wizerunkowy EVER, jeszcze o tym nie wiesz… To będzie suwpr sprawa, ludzie zobaczą tego normalnego wyzulowanego gościa. Pozdro Panowie!!!
Mistrzostwo świata 😂 Szczena wiedziałem że ma ten luz ale że Lewy taki wariat to nie spodziewalem się 😂
I jeszcze jedno – „Kanał Sportowy” nie miał szczęścia, jak próbują tłumaczyć niektórzy. Miał wyczucie. Był na miejscu, znalazł się blisko wydarzeń i potrafił wykorzystać moment. W takich sytuacjach trzeba błyskawicznie podejmować decyzje i wyciskać z okazji maksimum.
To się udało. Dominik Piechota przywiózł do Polski materiał, który już dziś można nazwać historycznym dla sportowych mediów. Taki, który dał widzom mnóstwo rozrywki i który będzie przypominany jeszcze przez długie miesiące. Pokazał on również przewagę internetu nad telewizją.
Paradoksalnie, Lewandowski nie wygrał tego wieczoru kolejnym trofeum czy golem. Wygrał czymś dużo trudniejszym do zdobycia – sympatią ludzi, którzy od lat czekali, aż w końcu pokaże swoją „normalną” twarz.