Patryk Stec: Czy z twojej perspektywy kobiecy futbol w Polsce bardzo przyspieszył? Generalnie ja uważam, że tak, ale jak to wygląda z twojej strony? Czy to przyspieszenie jest jeszcze większe i co było największym impulsem do rozwoju w ostatnich latach?
Amanda Moura Pietrzak: Wydaje mi się, że przede wszystkim tak. Ja też miałam możliwość grać tutaj w Polsce i kiedy zaczęłam, zaczynałam od trzeciej ligi. I widać ogromną różnicę. Na tamten czas nie byłam jeszcze świadoma, jak bardzo kobieca piłka będzie się tutaj rozwijała. Miałam swoje aspiracje, miałam też szansę, żeby przez jeden miesiąc grać z Medykiem Konin.
Dostałam tam propozycję i przez to, że wtedy nie widziałam jeszcze tak dużej przyszłości w kobiecej piłce nożnej, a oprócz tego w tamtym czasie w moim życiu prywatnym zmarła moja mama, trochę się pogubiłam. To był po prostu bardzo ciężki okres. Chciałam zrezygnować z gry.
Wszystko wróciło po EURO 2022, które pierwotnie miało być w 2021 roku, ale zostało przełożone przez COVID. Kiedy Angielki – Lionesses – wygrały turniej, zobaczyłam te dziewczyny na boisku i poczułam coś w środku. To mnie bardzo poruszyło i chciałam spróbować jeszcze raz w Polsce.
Ale byłam wtedy w ciąży, więc moja droga była trochę okrężna. Miałam 30 lat i będąc w ciąży, poszłam do męża i powiedziałam: słuchaj, chcę wrócić do zawodowej piłki nożnej.
Patryk Stec: I co mąż powiedział?
Amanda Moura Pietrzak: Małe dziecko, nowa sytuacja… Myślałam, że powie mi, że jestem szalona. Ale on bardzo spokojnie powiedział: dobrze, dam ci wsparcie, ale musisz zrobić z tego biznes.
I tak zaczęła się cała historia. Pomysł, że chcę nie tylko grać, ale też pracować w kobiecej piłce nożnej. To był bardzo dobry moment, bo właściwie z ulicy przeszłam do Legii, żeby trenować. I dopiero wtedy zobaczyłam potencjał tej marki, którą zaczęłam poznawać coraz lepiej. Oczywiście jestem z Brazylii, więc wcześniej polskie kluby nie były dla mnie tak rozpoznawalne.
Zakochałam się w Legii. Dostałam tutaj dużo wsparcia, inwestycji i możliwości. I przez ten proces – nie tylko w Legii, ale w całej Polsce – było widać rozwój kobiecej piłki. Widać, że coraz więcej dziewczyn zaczyna grać.
PZPN przygotował trzy lata temu raport, z którego wynikało, że w Polsce ponad 25 tysięcy zawodniczek uczestniczy w rozgrywkach piłkarskich w Polsce. Dziś jest ich już więcej. Jest więcej kobiet sędziujących mecze, większa obecność kobiet w strukturach klubowych. Bardzo pomógł też debiut reprezentacji Polski na Mistrzostwach Europy kobiet UEFA. Ponad 2 miliony Polaków obejrzało mecz otwarcia Polska – Niemcy w telewizji. To jest pociąg, który już jedzie do przodu.
Patryk Stec: A Ewa Pajor?
Amanda Moura Pietrzak: Ewa Pajor to zdecydowanie piękny przykład. Myślę, że jest dla nas ogromnym role model. Pokazała, że wszystko jest możliwe. Dziewczyna z małej miejscowości trafia do Wolfsburga, potem do Barcelony i jest dziś jedną z najlepszych piłkarek na świecie.
Patryk Stec: Warto dodać, że Wolfsburg w kobiecej piłce znaczy więcej niż w męskiej.
Oczywiście. Jest wiele takich przykładów. Na przykład Olympique Lyonnais – ich drużyna kobieca wielokrotnie wygrywała Ligę Mistrzyń. Zawodniczki mają więcej sukcesów niż męska drużyna. U nas w Polsce też widać zmiany. W Ekstralidze coraz więcej klubów inwestuje w rozwój. Widać też większą obecność kobiet w strukturach klubowych.
Na przykład ja jestem w zarządzie Legia Ladies. W Widzewie Łódź w rozwój sekcji kobiecej aktywnie zaangażowana jest Patrycja Balcerzak. W Pogoni Szczecin funkcję zarządczą pełni Dominika Grosicka. Reprezentację Polski od lat prowadzi Nina Patalon, a w Ząbkovii Ząbki od wielu lat działa Beata Ferens. Takich przykładów jest coraz więcej. To oczywiście nie jest żadna rywalizacja między kobietami a mężczyznami – ale bardzo cieszy mnie ten kierunek, bo różnorodność i reprezentacja mają ogromne znaczenie.
Widać więc ten trend w wielu miejscach. TVP Sport uruchomiło magazyn o kobiecej piłce. To wszystko pomaga, bo mamy cały ekosystem: kluby, instytucje, media, sponsorów i partnerów biznesowych.
Do tego reprezentacja Polski idzie w bardzo dobrym kierunku. Mam nadzieję, że awansujemy na mistrzostwa świata w 2027 roku w Brazylii – będę miała wtedy jeszcze więcej powodów, żeby tam wrócić (śmiech). Dzięki temu ten pociąg będzie się dalej rozpędzał.
Ta Amanda, która przyjechała do Polski i zaczynała w III lidze, nie widziała wtedy swojej przyszłości w piłce.
Patryk Stec: A w którym to było roku?
Amanda Moura Pietrzak: W 2019. Czyli już siedem lat temu. Ojej… Siedem lat później znalazłam się w bardzo dobrym miejscu i w bardzo dobrym momencie dla kobiecej piłki. I już czekam na kolejne siedem lat, bo naprawdę wszystko będzie wyglądało jeszcze inaczej. Nowe pokolenie dziewczyn ma dziś dużo łatwiejszy start niż ja miałam.
Patryk Stec: Mówiłaś, że nie znałaś wcześniej polskich klubów. Co jest zrozumiałe, bo to drugi koniec świata, a Polska nie jest jeszcze ligą top 5. Do jakiego klubu w Brazylii porównałabyś Legię Warszawa?
Amanda Moura Pietrzak: Zawsze mówię, że Legia Warszawa to polski Corinthians.
Patryk Stec: Nawet barwy się zgadzają.
Amanda Moura Pietrzak: Nie tylko barwy. Widać też pasję kibiców. W Brazylii jest tak, że o Corinthians czy Flamengo wiedzą wszyscy – w całym kraju i na całym świecie.
To bardzo tradycyjne kluby z ogromną energią i silną bazą kibiców. W Polsce jest podobnie – możesz identyfikować się z klubem niezależnie od tego, skąd jesteś. W Brazylii kibicowałam Atlético Mineiro i Corinthians, dlatego cieszę się, że dziś mogę wspierać również Legię.
Szacuje się, że Legia ma około 6 milionów kibiców w Polsce. Corinthians to z kolei jeden z najbardziej popularnych klubów w Brazylii.
Patryk Stec: Mnie ten klub kojarzy się z Ronaldo, który grał tam pod koniec kariery.
Amanda Moura Pietrzak: Mój brat też tam grał, razem z Carlosem Tevezem.
Patryk Stec: Naprawdę?
Amanda Moura Pietrzak: Tak, grał z Tevezem i Mascherano. To taka ciekawostka.
Patryk Stec: Przyjeżdżasz do Polski w 2018 roku, dziś mamy 2026. Jak przez ten czas zmieniła się kobieca piłka w Polsce?
Bardzo dużo zmieniło się pod kątem profesjonalizacji i medialności. W tamtym okresie dominowały takie kluby jak GKS Górnik Łęczna oraz KKPK Medyk Konin, które regularnie sięgały po najważniejsze trofea. Silną pozycję budował również KKS Czarni Sosnowiec i UKS SMS Łódź. Z perspektywy ostatnich lat widać jednak wyraźnie, że liga się otworzyła. Dziś mamy więcej klubów, które realnie włączają się do walki o czołowe miejsca i Puchar Polski. Każdy sezon przynosi nowe rozdanie – i to nie jest przypadek.
To wynika z kilku równoległych procesów:
Po pierwsze – kluby zaczęły realnie inwestować w piłkę kobiecą.
Po drugie – coraz lepiej rozumieją, że to nie jest chwilowy trend, tylko kierunek, w którym rozwija się cały światowy futbol.
A po trzecie – widzą sens w budowaniu tej części działalności w sposób uporządkowany i długofalowy.
Nasza Ekstraliga stała się bardziej konkurencyjna i po prostu ciekawsza. A silna liga przekłada się bezpośrednio na cały ekosystem – od poziomu sportowego, przez zainteresowanie kibiców, po potencjał dla partnerów i sponsorów. Coraz więcej klubów z męskiej Ekstraklasy wchodzi w piłkę kobiecą. To naturalnie podnosi standardy organizacyjne i sportowe, ale też wymusza większą profesjonalizację – bo to jest dziś podstawowy warunek dalszego rozwoju.
W tym kontekście nasz projekt w Legia Ladies jest w procesie – budujemy go konsekwentnie, z jasno określonym kierunkiem. Mamy ambicję dołączyć do Ekstraligi i rozwijać się w tym środowisku. W zeszłym sezonie tę drogę przeszły m.in. UJ Kraków i UAM Lech Poznań. Widać też wyraźną zmianę mentalną po stronie zawodniczek. Dziś mają większą świadomość i realną wiarę w to, że mogą funkcjonować w piłce na poziomie profesjonalnym. Jeszcze kilka lat temu ta perspektywa była znacznie mniej dostępna.
To przekłada się również na kwestie kontraktowe. Wynagrodzenia rosną, choć nadal nie można ich porównywać z męską piłką i wiele zawodniczek łączy grę z pracą. Jednocześnie pojawiają się już przypadki, w których piłka nożna staje się głównym źródłem utrzymania – z bardziej stabilnymi kontraktami i pierwszymi współpracami komercyjnymi.
Zmienia się także medialność, która jest ważnym elementem całego procesu. Polski Związek Piłki Nożnej rozwija projekt „Łączy nas Piłka Kobieca”, a coraz więcej mediów regularnie podejmuje ten temat. Transmisje w TVP Sport i Polsacie stopniowo zwiększają widoczność piłki kobiecej.
To wszystko razem buduje ekosystem – i to jest kluczowe, bo rozwój nie dzieje się w jednym miejscu, tylko równolegle na wielu poziomach. Jednocześnie nie jesteśmy jeszcze na docelowym poziomie.
Przed nami wciąż dużo pracy – zarówno w kontekście procesów, jak i standardów.
To naturalny etap rozwoju. Piłka męska również rozwijała się przez wiele lat – to pokazuje, że budowa silnych struktur i standardów to długofalowy proces. Ważne jest, żeby widzieć postęp, który już został wykonany, i konsekwentnie budować kolejne kroki.
Patryk Stec: Wydaje się, że jesteś teraz w idealnym miejscu do budowania kobiecej piłki. Mam na myśli Legię – wielką markę, zaplecze, obecność w mediach. Nawet ostatnio przed meczem Legii w Canal+ widziałem piłkarkę z waszej drużyny przy murawie, która rozmawiała z reporterem.
Amanda Moura Pietrzak: Tak, to była Marta Kazanecka. Nasza kochana Marta. Ja jestem po prostu bardzo wdzięczna Legii Warszawa. Kiedy przeprowadziłam się do Polski, dopiero zaczęłam poznawać ten klub. Dziś mogę powiedzieć, że kocham Legię i czuję się tutaj bardzo swobodnie. Jako Brazylijka przyjechałam do Polski i dostałam taką szansę – to naprawdę nie jest coś oczywistego. Od początku miałam wokół siebie ludzi, którzy dawali mi zaufanie i przestrzeń do działania. Od Legia Soccer Schools, kiedy jeszcze grałam, przez prezesa Dariusza Mioduskiego, aż po obecnego prezesa Legia Ladies – Radosława Niwińskiego.
Zawsze miałam poczucie, że mogę być sobą – nawet z tymi moimi czasem „szalonymi” pomysłami. I co ważne, nikt nigdy nie próbował mi podcinać skrzydeł. Wręcz przeciwnie – czułam, że dostaję przestrzeń, żeby je sprawdzać w praktyce. Ten projekt od początku budujemy zespołowo. To nie jest praca jednej osoby – jesteśmy małym zespołem, ale bardzo zaangażowanym. Każdy z nas daje temu projektowi naprawdę dużo uwagi i pasji. Jednocześnie mamy zaplecze Legii Warszawa – markę, infrastrukturę i know-how, które dają nam stabilne fundamenty. Na co dzień pracuję z Klaudią Lach, Nathanem Santosem i Agatą Bagińską – i naprawdę nie wyobrażam sobie tego projektu bez nich. To osoby, które trzymają ten projekt razem na co dzień.
Zawsze mówimy jedno: jesteśmy częścią Legii Warszawa i jesteśmy z tego dumni. Ale jesteśmy też kobietami – mamy swoją energię, swoją wrażliwość i swoją tożsamość, którą chcemy pokazywać. Dostaliśmy przestrzeń, żeby rozwijać się w naszym tempie i na naszych zasadach. Oczywiście to wymaga dużo pracy – Legia daje nam bazę, ale resztę dokładamy my, każdego dnia.
Dziś chcemy rozwijać Legia Ladies jako projekt sportowy, ale też lifestyle’owy i marketingowy – nowoczesny, odpowiadający na potrzeby kobiet. Testujemy różne rozwiązania, patrzymy na Europę i USA, wprowadzamy rzeczy, które mają sens – jak choćby dostosowanie treningów do cyklu menstruacyjnego zawodniczek. Jestem po prostu wdzięczna, że możemy to robić w takim środowisku i że ten projekt ma realny wpływ na rozwój piłki kobiecej.
Wyświetl ten post na Instagramie
Patryk Stec: Dobrym przykładem tej tożsamości, o której mówisz, jest koszulka Legia Ladies. Jest inna niż koszulka drużyny męskiej. Jak doszło do tego, że macie własny, personalizowany projekt od Adidasa?
Amanda Moura Pietrzak: To bardzo ciekawy case biznesowy. Adidas jest jednym z naszych największych partnerów. Od początku mieliśmy wizję, że Legia Ladies – nawet pod tą nazwą, a nie tylko jako Legia Warszawa – będzie budować własną identyfikację. Nazwa istnieje zresztą od 2016 roku i powstała w środowisku kibiców oraz rodziców dziewczyn grających w Legii Soccer Schools. Postanowiliśmy więc stworzyć własny brand book. Zdecydowaliśmy, że zostajemy przy barwach Legii, ale dodajemy kobiecy akcent.
Czerwień jest czasem delikatniejsza – bardziej burgundowa lub różowa. Zieleń bywa miętowa albo ciemniejsza. To nasz charakterystyczny DNA. Adidasowi bardzo spodobała się ta odwaga i wizja. Zaproponowali nam stworzenie własnej koszulki, spoza katalogu. Dzięki temu mamy swój projekt i swój styl. W zeszłym sezonie mieliśmy premierę nowej koszulki, a już planujemy kolejną na następny sezon. Takie możliwości mają zwykle tylko największe kluby, jak Bayern Monachium, Juventus czy Arsenal. A my – Legia Ladies – dostaliśmy taką szansę jeszcze na poziomie pierwszej ligi kobiet.
Oprócz tego mamy też akcję Pink October. Wtedy gramy w różowych strojach przygotowanych specjalnie dla nas przez Adidasa. Coraz częściej jesteśmy też obecni w fan sklepie przy Łazienkowskiej. Mamy trzy koszulki: domową, wyjazdową i różową z Pink October. Są też szaliki i etui Legia Ladies. Co pół roku widać coraz większe zainteresowanie. A im większy popyt, tym więcej możemy oferować kibicom. To naprawdę fajny case study.
Patryk Stec: Gdzie widzisz Legia Ladies za pięć lat? Czy to już moment walki o mistrzostwo i puchary?
Amanda Moura Pietrzak: W Legii Ladies zawsze mówimy o dwóch frontach. Po pierwsze – sukces sportowy. Po drugie – rozwój poza boiskiem. Chcemy walczyć o mistrzostwo, bo takie jest DNA Legii. Ale jednocześnie chcemy być klubem innowacyjnym i wpływać na rozwój kobiecej piłki.
Musimy jednak działać krok po kroku. Marka Legii sprawia, że wiele osób patrzy na nasze ruchy i je ocenia. Dlatego wolimy rozwijać się konsekwentnie, niż robić wszystko zbyt szybko.
Zależy nam też, żeby Ekstraliga była konkurencyjna, a nie zdominowana przez jeden klub. To ważne dla całej kobiecej piłki w Polsce. Jeśli chodzi o konkrety – w najbliższych miesiącach naszym celem jest awans do Orlen Ekstraligi. Potem chcemy spokojnie walczyć o miejsca w top 6. A później marzyć o mistrzostwie Polski i grze w Lidze Mistrzyń.
Chcemy być najlepszą drużyną sportowo w Polsce, ale wiemy, że na rynku są też bardzo mocne zespoły. Ostatnio graliśmy z GKS Katowice w ¼ finał Orlen Puchar Polski, aktualnym mistrzem Polski. Walczyliśmy do końca i mieliśmy wiele sytuacji. Prowadziliśmy 1:0, ale niestety po dwóch minutach straciliśmy bramkę.
Mimo to widać, że jesteśmy już na bardzo dobrym poziomie i że ciężka praca zaczyna przynosić efekty. Nasze zawodniczki są gotowe na kolejny krok – z pierwszej ligi do Ekstraligi.
Patryk Stec: Ostatnie pytanie, chyba najtrudniejsze. Gdybyś miała wskazać jedną decyzję, która najbardziej przyspieszyłaby rozwój kobiecej piłki w Polsce – co by to było?
Amanda Moura Pietrzak: Myślę, że przede wszystkim wiara w ludzi, edukacja i świadomość kibiców. Chciałabym, żeby ludzie mieli bardziej otwarte głowy i dali kobiecej piłce szansę. Żeby obejrzeli mecz, poznali ten sport.
Oczywiście nie każdy musi to polubić – to normalne. Ale nie chciałabym, żeby kobieca piłka była hejtowana tylko dlatego, że jest kobieca. Gdyby więcej ludzi było otwartych i zaczęło oglądać kobiecą piłkę, mogliby się w niej zakochać i zostać z nami na dłużej.
Wtedy powstałby prawdziwy ekosystem: kluby, federacja, media, sponsorzy i kibice. Świadomi kibice, którzy rozumieją nasz sport. I to byłoby naprawdę piękne.