Wszyscy fani F1 mają datę 27 lutego zaznaczoną w kalendarzach na czerwono. Tego dnia premierę będzie miał hit Netfliksa „Drive to Survive”, przedstawiający kulisy najbardziej prestiżowej serii wyścigowej świata. Nazwanie go jednak zwykłym serialem dokumentalnym to za mało. „Drive to Survive” poszło o krok dalej i realnie wpłynęło na zainteresowanie Formułą 1, będąc nie tylko sprawnie opowiedzianą historią o najważniejszych postaciach tego sportu.
Emocje, dramaturgia i narracja szyta pod widza
„Drive to Survive” ma wszystko, czego potrzebuje kinowy hit, który ma zainteresować masową publiczność. Sytuacje, o których może być głośno, są wyolbrzymiane, pojawiają się dobrzy i źli bohaterowie, a emocje są dodatkowo podbite – choć mówimy przecież o sporcie, który sam w sobie potrafi świetnie budować dramaturgię. Są też słabsze momenty, przy których można przysnąć, jeśli włączymy Netfliksa wieczorem przed snem, ale to wszystko sprawia, że serial jest doskonałym wprowadzeniem do sezonu F1.
Trudno jednak nie zauważyć, że to dokument fabularyzowany. Nie odtwarza wiernie historii, lecz dodaje kontekst do danych sytuacji i potrafi kreować nowych bohaterów. Taką postacią stał się Günther Steiner – słynący z ciętego języka były szef zespołu Haas F1. Gdyby nie DTS, jego popularność byłaby znacznie mniejsza, a na koncie miałby prawdopodobnie o dwie książki mniej. W środowisku kierowców i zespołów serial budzi jednak także kontrowersje. Wielu jego bohaterów zwraca uwagę na nadmierną dramatyzację wydarzeń oraz selektywny montaż, który potrafi zaostrzyć konflikty i uprościć narrację na potrzeby widowiska. Rywalizacje są momentami przedstawiane w bardziej emocjonalny sposób, niż wyglądały w rzeczywistości, co zwiększa atrakcyjność produkcji, ale oddala ją od klasycznej definicji dokumentu sportowego.
Marketingowy złoty strzał Formuły 1 i Netfliksa
„Drive to Survive” to także doskonały produkt marketingowy. Opłaca się zarówno Netfliksowi, jak i Formule 1. Według parrotanalytics.com gigant streamingowy w latach 2020-2024 zarobił dzięki DTS około 290 milionów dolarów.
Już po sukcesie pierwszego sezonu władze Formuły 1 dostrzegły marketingowy potencjał serialu.
– Nagle widzisz kulisy tego sportu, to, co dzieje się poza torem, w fabrykach i siedzibach. To dało ludziom fascynujący wgląd we wszystkie wydarzenia w F1. Odkryliśmy, że jest to bardzo atrakcyjne dla osób spoza kręgów wyścigowych. Dzięki temu duża grupa ludzi stała się kibicami F1.
W 2022 roku Nielsen zbadał, jak seria przyczyniła się do wzrostu oglądalności Formuły 1. Od premiery pierwszego sezonu do 2022 roku liczba fanów tego sportu w USA wzrosła o 10 procent. Zauważono również, że dzięki „Drive to Survive” Grand Prix w Miami obejrzało 360 tysięcy nowych fanów. Sam serial pomaga też utrzymać stałych widzów przy transmisjach – 41 procent widzów DTS obejrzało w 2022 roku pierwsze trzy wyścigi sezonu.
Badania Nielsena wskazały także konkretną demografię fanów F1. Efekt DTS przyciągnął do tego sportu więcej Latynosów, młodych widzów, osób zamożnych oraz pracowników umysłowych. Ponad jedna trzecia widzów DTS została fanami F1, 30 procent zadeklarowało, że dzięki serialowi lepiej zrozumiało Formułę 1, a 29 procent uznało, że jest bardziej zaangażowanych w śledzenie rywalizacji.
„Efekt DTS”. Nowi fani F1 do 2022 roku:
- więcej Latynosów (23% w porównaniu do 12% wśród osób oglądających treści F1, ale nie serial),
- młodsi widzowie (46% ma 34 lata i mniej, wobec 16% wśród oglądających F1 bez kontaktu z serialem),
- osoby zamożne (69% zarabia ponad 100 tys. dolarów, wobec 49%),
- pracownicy umysłowi (70% w porównaniu do 42%),
- osoby posiadające gospodarstwa domowe z dziećmi (49% w porównaniu do 21%).
„Drive to Survive” przyciąga ludzi do historii, które bez serialu zainteresowałyby niewielu odbiorców. Przez lata uwaga kibiców koncentrowała się głównie na gigantach F1 – Ferrari, Mercedesie i Red Bullu. Gdy widzowie poznali bliżej ludzi stojących za wszystkimi zespołami, zaczęli interesować się także mniejszymi ekipami. Doskonałym przykładem jest Haas, który zyskał drugie życie dzięki medialności wspomnianego Steinera. Do sportu napłynęli też nowi sponsorzy, chcący uzyskać ekspozycję w Netfliksie i dotrzeć do młodszego odbiorcy – nie tylko partnerzy całej F1, ale również firmy wspierające poszczególne zespoły.
Dla zespołów ze środka i końca stawki serial okazał się przełomem marketingowym. Ekipy, które wcześniej pojawiały się w przekazach medialnych sporadycznie, zyskały rozpoznawalność i własne historie, a wraz z nimi realną wartość wizerunkową. To przełożyło się na większe zainteresowanie sponsorów i partnerów komercyjnych, którzy dostrzegli w Formule 1 nie tylko sport, ale także atrakcyjną przestrzeń ekspozycji w globalnej produkcji Netfliksa. W efekcie „Drive to Survive” nie tylko opowiada historię Formuły 1, lecz w pewnym stopniu ją współtworzy, wpływając na sposób, w jaki kibice postrzegają zespoły, kierowców i całe kulisy tej dyscypliny.
Nowa era F1 – sport, storytelling i streaming
To w przeważającej mierze zjawisko pozytywne, które pomogło uczynić F1 sportem w pełni globalnym. Kluczowi okazali się kibice ze Stanów Zjednoczonych, dotąd preferujący regionalne serie wyścigowe, takie jak NASCAR. Sukces serialu zbiegł się w czasie z wyraźną amerykanizacją Formuły 1. W kalendarzu pojawiły się kolejne wyścigi w Stanach Zjednoczonych – w Miami i Las Vegas, a cała otoczka medialna została dostosowana do młodszego, streamingowego odbiorcy. F1 przestała być produktem postrzeganym głównie przez zagorzałych fanów motosportu, a zaczęła funkcjonować jak globalne widowisko sportowo-rozrywkowe, bliższe modelowi znanemu z amerykańskich lig. „Drive to Survive” odegrało w tym procesie rolę pomostu między hermetycznym światem wyścigów a widzem, który wcześniej nie śledził tej dyscypliny.